"Ruchy" - nowa książka autora "Zwału" Data: 2008-04-07 godz. 12:33:17 Temat: O książkach
Ruchy Po trzech latach milczenia Sławomir Shuty, jeden z najgłośniejszych pisarzy młodego pokolenia, wraca z nową powieścią "Ruchy". Opowiada o mieszkańcach widmowej i prowincjonalnej mieściny zagłuszających egzystencjalne rozterki orgiastycznym seksem i alkoholem. "Miasto, masa, maszyna, miłość, seks, galareta, zimne nóżki" - wylicza w rozmowie z DZIENNIKIEM, pytany o tematy jego książki.
CEZARY POLAK: W swojej najnowszej powieści "Ruchy", która już niedługo ukaże się w księgarniach, opowiada pan o mieszkańcach wyimaginowanego polskiego miasteczka w latach 90. ubiegłego wieku. Aktywność życiową bohaterów można streścić krótko: wyuzdany seks, żarcie i chlanie. To portret Polski powiatowej? SŁAWOMIR SHUTY*: Książka nie opowiada o żadnym konkretnym miejscu. Zależało mi, żeby podczas lektury czytelnik nie miał skojarzeń topograficznych ani żadnych innych. Rzecz rozgrywa się w niewielkim, zamkniętym środowisku. Patrząc przez pryzmat tej mikrospołeczności, można dopatrzeć się problemów i historii uniwersalnych, które podobne są do siebie zarówno na poziomie powiatowym, jak i wielkomiejskim.
Wprowadza pan w "Ruchach" figury trzeciorzędnych, kiepskich aktorów. Ich postaci podkreślają charakter innych bohaterów - ludzi wydrążonych, nieautentycznych. To w pewnym sensie moja obsesja. Odnoszę wrażenie, że większość naszych zachowań to aktorstwo - gesty wyuczone, podpatrzone, zapożyczone od innych, w pewnym sensie nieprawdziwe. Nie autentyczne, suwerenne działanie, lecz doklejone podrygi, ruchy.
Eksperymentuje pan ostatnio z językiem: pełno tu zwrotów z polszczyzny potocznej i neologizmów, zwłaszcza dotyczących słownictwa erotycznego. Zaskakuje pan też formą powieści, której narracja stylizowana jest na klechdę ludową. Uwielbiam gry i zabawy językowe, lubię poruszać się po różnych piętrach polszczyzny. Klechdowość, o której pan mówi, jest w pewnym sensie wynikiem fascynacji zbiorem gawęd "Na skalnym Podhalu" Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Miałem taki zamysł, żeby napisać miejską wersję tej książki.
Do niedawna był pan piewcą Nowej Huty, czyli klimatów miejskich. A teraz pan podobno kupił ziemię na Podkarpaciu z zamiarem zamieszkania na wsi? To prawda, mam kawałek ziemi, mam zamiar tam zamieszkać, ale do tego ruchu trzeba mieć jakiś dach nad głową albo szałas. A to jeszcze przede mną.
Przeniesie się pan na wieś, żeby uciec przed cywilizacją, systemem, życiem w konsumpcyjnym społeczeństwie? Nie uciekam od cywilizacji, wręcz przeciwnie, cenię udogodnienia, które oferuje, i jestem do nich przyzwyczajony. Jeśli chodzi o system, to mieszkając na wsi, można być jego częścią, a żyjąc w mieście, być zupełnie obok. Tak zwany system nosi się lub nie w sobie. A z miasta chcę się wynieść, nie wiem na jak długo, zdam się na wolę bogów.
Ucieknie pan dlatego, że jak napisał pan w powieści "Bełkot", ludzie są tutaj "nadzy i opuszczeni przez zdrowy rozsądek. Jedyne, czego chcą, to kiełbasa i alkohol"? Tak Bogiem a prawdą, ludzie bywają podobni. Zarówno miasto, jak i wieś mogą stać się nużące. Ale z drugiej strony przyjemniej jest iść na spacer, usiąść na świeżej trawie, zanurzyć nogi w czystej rzece, a nie w ścieku.
W ten sposób odseparuje się pan od środowiska literackiego i życia towarzyskiego. Ta perspektywa wcale nie przeraża. Nie jestem uzależniony od bywania w knajpach, pokazywania w mediach czy na imprezach literackich. Zresztą nie przesadzajmy, jak przyjdzie ochota, zawsze można wsiąść w samochód i przyjechać do Krakowa. Po za tym jest internet. Z wydawnictwem publikującym moje książki mogę się świetnie komunikować za pośrednictwem poczty mailowej.
Kontestuje pan konsumpcjonizm, jednocześnie świetnie w tej rzeczywistości odnajdując. Publikuje pan w jednym z największych polskich wydawnictw, pisze do mainstreamowych gazet, udziela w mediach. Można się w tym doszukać pewnej schizofrenii. Bardzo często jestem o to pytany. Cóż, książka jest towarem, który bez opakowania ma małe szanse na sprzedaż, czy jak kto woli, na dotarcie do czytelników. Ta decyzja została popełniona w momencie, w którym zdecydowałem się nie pisać do szuflady, a zacząć publikować. Sferę medialno-rynkową towarzyszącą mojej twórczości traktuję z całym dobrodziejstwem inwentarza. Staram się być sobą i przemycać treści, które mnie zajmują i które uważam za istotne.
Czyli stawia pan sobie jakąś misję do spełnienia. Prawdę mówiąc, uważam, że sztuka jako taka nie ma misji, pisarz, artysta niczego nie musi udowadniać, niczego nauczać, choć przyznam, czasami mam tendencję do niekontrolowanego moralizatorstwa.
Zaczął pan kręcić filmy. Fascynuje pana opowiadanie świata za pomocą kamery? Film stał się moją kolejną wielką miłością, czy odwzajemnioną - czas pokaże. Trzeba też dodać, że praca na planie to zupełnie inna historia niż pisanie książek, to praca grupowa, wspólne znajdywanie kompromisów. Filmy, przy których miałem okazję pracować, są wynikiem trudu i talentu wielu osób.
A co z pana działalnością polityczną? Kiedyś miał pan wystartować w wyborach z listy Samoobrony. To był żart, który po wejściu partii Andrzeja Leppera do parlamentu kompletnie przestał być śmieszny. Prawdę mówiąc, nie interesuje mnie polityka, jestem kiepsko zorientowany w obecnej sytuacji. Na władzę patrzę w jej ruchach codziennych i muszę przyznać, że ostatnio obserwuję dziwną nadaktywność jej reprezentantów. Mandaty, upomnienia, zatrzymania, słowem utrudnianie życia Bogu ducha winnym obywatelom, a przecież władza powinna być dyskretna, wkraczać wtedy, kiedy jest to rzeczywiście konieczne.
Sądzi pan, że na wsi władza będzie mniej wścibska? Mam nadzieję, choć wszystko się zmienia, zmierzamy przecież do świetlanej, aseptycznej przyszłości, w której miejsce normalnych ruchów zajmą odruchy i tiki nerwowe.
*Sławomir Shuty, właściwie Sławomir Mateja (ur. 1973) - prozaik, fotograf i reżyser, publikował w "Rastrze", "Lampie i Iskrze Bożej", "Brulionie", stale współpracuje z "Ha!artem", w którym przez pewien czas prowadził specjalny prześmiewczo-prowokacyjno-satyryczny dodatek-wkładkę pt. "Baton". Współtwórca krakowskiego Klubu Artystycznego Galeria T.A.M. Wychował się w blokowiskach Nowej Huty, jego pseudonim jest zniekształconym wyrażeniem "z Huty". Laureat Paszportu Polityki w dziedzinie literatury za powieść "Zwał" ("za literacki słuch, za pasję i odwagę w portretowaniu polskiej rzeczywistości"), za którą w grudniu 2004 r. uhonorowany został wyróżnieniem Krakowska Książka Miesiąca
|
|